Archiwum kategorii ‘natchnienia’

BN na czwartek: Afeniel

lis
6

Afeniel, Ophan z Zakonu Hariela,

Trzecia Pieczęć, Archidiakon

DARXEY by omupied

Afeniel przyzwyczaił się do tego, że zawsze dostaje to, czego pragnie. Być może właśnie dlatego jest aktualnie w trójkącie z dwiema pięknymi i inteligentnymi anielicami. Fakt, że są inteligentne, zaczął mu jednak ostatnio nieco przeszkadzać…

Wszyscy wiedzą, że Harlielici nie są idealnymi partnerami do trwałych związków. Relacja Afeniela z dwiema anielicami trwa już jednak (jak na niego) wyjątkowo długo – prawie trzy miesiące i tym razem, po raz pierwszy w życiu poczuł, że naprawdę mu na nich zależy. One również wydają się zadowolone i chętnie będą kontynuować tak intrygującą znajomość, jednak Harielita zaczął ostatnio coraz częściej czuć znany mu niepokój – nieodpartą potrzebę odmiany. Afeniel nie chce stracić tego, co ma, jednak brakuje mu urozmaicenia. Nie jest mu łatwo odmawiać sobie kolejnych przyjemności tylko dlatego, że jest w związku i jego partnerki nie byłyby zachwycone taką niewiernością. A przy tym każdy anioł z Zakonu Pragnień to potwierdzi – seks z dwoma kobietami przez pewien czas jest ekscytujący, ale na dłuższą metę robi się powtarzalny.

Dusza Harielity domaga się poznawania i spełniania swoich oraz cudzych pragnień, zaś dusza Ophana sprawia, że te poszukiwania stają się pogonią za coraz to nowymi doznaniami, które szybko się nudzą albo przestają pasować do aktualnego nastroju. Afeniel jest wewnętrznie rozdarty pomiędzy chęcią pozostania wiernym obu kochankom a zewem pragnień, który słyszy coraz głośniej. Gdzieś w środku zdecydował już, że pozwoli sobie na mały skok w bok. Sytuacja nie jest jednak prosta – jedna z jego partnerek, Navaria, jest jego Archontką, zaś druga, Menatea, w tym samym Skrzydle sprawuje funkcję Diakonki. Z tego względu spędzają dużo czasu razem i Navaria, jeśli chce, ma dość dużą kontrolę nad jego życiem. Oddawanie się rozrywkom tak, żeby żadna z nich nie nabrała podejrzeń, może okazać się prawdziwym wyzwaniem.

Siedmioro wspaniałych: Raguelici cz. VII

gru
25

Będę się starał pisać regularnie, niezależnie od świątecznej przerwy. Czy mi się to uda – zobaczymy, wolę nie obiecywać. :-) Na razie jednak – przed Wami ostatnia część cyklu o Zakonie Raguela.

 

Uwaga: w naszej serii piszemy o bohaterach w takiej wersji, w jakiej na początku pojawili się w serialach, żeby nie psuć zabawy tym, którzy dopiero zamierzają owe seriale oglądać.

 

Melinda May (Agents of S.H.I.E.L.D): milcząca profesjonalistka

may

Powiedzmy sobie otwarcie – ten serial na razie sprawuje się mocno poniżej oczekiwać. Właściwie oglądam go już tylko dlatego, że nadal liczę na jakiś gwałtowny skok jakości. Niemniej jednak, to naszych rozważań przyda się jednak z tamtejszych bohaterek. May jest weteranką organizacji i ustępuje stażem tylko szefowi grupy. Jest zamknięta w sobie, małomówna i wymagająca. Jednocześnie jednak, nawet gdy coś jej się nie podoba, pozostaje lojalną członkinią zespołu i stara się wyciągać pozostałych z opresji.

A teraz wracamy do stereotypów związanych z Zakonem Raguela. Nie wiem, jak u Was, ale na moich sesja to często albo działający niezależnie samotnicy albo niemal gangi złożone wyłącznie z synów i córek tego Patrona. Bardzo rzadko zdarza mi się wkomponować Anioła Siły w jakąś różnorodną grupę. Jeżeli jednak posłużymy się archetypem May, możemy pokazać, że niektóre z tych skrzydlatych potrafią jednak jakoś współpracować z innymi, nie tylko trzymając ich krótko za twarz. Jasne, to będzie anielica burkliwa, mało wybaczająca i przypominająca wszystkim w kółko, że mają misję i to nie czas na głupoty. Z drugiej jednak strony będzie ona w stanie jakoś ułożyć sobie relacje z grupą. Istnieje tylko jeden warunek, którego przeskoczyć się nie da. Musi on darzyć szacunkiem szefa zespołu. Jeżeli nie czuje ona przed nim respektu, zamiast wspierać pozostałych, skupi się na przejęciu władzy. Grupą powinien w końcu kierować jej najsilniejszy przedstawiciel. Nie chodzi nawet o to, że ma ona czuć się gorsza czy słabsza od swojego szefa. Może wiedzieć, że lepiej od niego walczy albo zna się na Upadłych. Musi jednak mieć poczucie, że ten anioł albo anielica wykonuje swoją robotę (dowodzenie) lepiej, niż ona by to robiła.

Przy okazji możemy porozmawiać o kwestii „milczących” Raguelitów. Zazwyczaj prezentuje się te anioły albo jako bardzo ekstrawertyczne, agresywne, narzucające się innym, albo jako zamknięte w sobie, mroczne i milczące. Nie zapominajcie tylko, że ci mnie ekspresyjni mogą (choć oczywiście nie muszą)być dokładnie tak samo agresywni jak ich „głośniejsi” braci i siostry. Z jakichś powodów trzymają oni swoją drapieżność w środku, być może dając jej ujście tylko czasami. Zawsze ciekawym pytaniem jest wtedy – czemu nie pozwalają sobie na wybuchy. Boją się konsekwencji? Wiedzą, że mogliby poczynić straszne szkody? Mają jakieś złe wspomnienia? Oczywiście, może być tak, że po prostu są oni introwertykami i nie potrzeba żadnego dodatkowego uzasadnienia dla ich sposobu bycia…

Siedmioro wspaniałych: Raguelici cz. VI

gru
23

Po jednodniowej przerwie wracamy do naszego cyklu. Została jeszcze dwójka Raguelitów, więc bierzmy się do roboty.

Uwaga: w naszej serii piszemy o bohaterach w takiej wersji, w jakiej na początku pojawili się w serialach, żeby nie psuć zabawy tym, którzy dopiero zamierzają owe seriale oglądać.

 

Lucas Hood (Banshee): porządny glina

lucas

Mężczyzna opuszcza więzienie i szukając swojej dawnej ukochanej, właściwie przez przypadek, przyjmuje tożsamość stróża prawa, zostając szeryfem małego miasteczka. Sama historia jest bardzo „epregowym” motywem, który pewnie świetnie sprawdziłby się w jakiejś kampanii (chociaż zapewne jednoosobowej) w bardzo wielu różnych systemach, jednak my skupimy się na postaci Lucasa. Wrasta on powoli w lokalną społeczność i, niejako mimowolnie, zaczyna porządkować sprawy miasteczka.

Większość Raguelitów na sesjach to, umówmy się, straszne skurczybyki. Gardzą słabszymi, narzucają swoją wolę innym, tropią wszelki grzech i występek. To nie są goście, których chciałoby się mieć jako kumpli i kumpele. Ale nikt nie powiedział, że nie może być wyjątków. Jasne, postać wzorowana na Lucasie miałaby jakiś nieprzyjemny sekret, coś byłoby z nią nie tak. Ale w gruncie rzeczy to porządny gość. Jeżeli usiądziesz  nim w knajpie i pogadasz, jest zwyczajnie sympatyczny. Jasne, to trochę typ twardziela z mrocznym spojrzeniem i skrywanym bólem, ale to nie znaczy, że nie może być dobrym przyjacielem czy po prostu fajnym kumplem.

A, że ten fajny kumpel ma trochę inne normy, niż inni wokół Ciebie? Cóż, tak bywa. Jest bardziej skory do agresji, tego typu rozwiązania przychodzą mu naturalnie. Ale w przeciwieństwie do większości jego sióstr i braci, jest gotów czasem użyć tej agresji żeby bronić słabszych do siebie. Jasne, to nadal Raguelita – nie ma jakiegoś wielkiego szacunku dla tych, którym brakuje siły. Ale z drugiej strony, może ich uważać za swoich podopiecznych – skoro już są z tej samej Świątyni, to trzeba im czasem pomóc i tyle. W końcu porządny gość tak by właśnie zrobił.

Wiem, że mocno przesłodziłem tutaj obraz Lucasa Hooda. Przerysowałem trochę jego cechy, żeby bardziej podkreślić to, o co mi chodzi. W Waszych Kronikach nie musi być aż tak strasznie pozytywną postacią, zwłaszcza jeżeli wykorzystacie jakoś motyw skradzionej tożsamości, ukrywania się przed prześladowcami  i trudnej przeszłości takiej postaci.

 

Siedmioro wspaniałych: Raguelici cz. IV

gru
20

Nie wiem, jak to interpretować. Wczoraj zmniejszyliśmy ilość wpisów dziennie i odwiedziny skoczyły ponad dwukrotnie. Będę zakładał, że to Wasz głos na jeden na dobę (ale oczywiście, możecie wyprowadzić mnie z błędu w komentarzach). Tymczasem, przed Wami czwarta odsłona Zakonu Raguela.

 

Uwaga: w naszej serii piszemy o bohaterach w takiej wersji, w jakiej na początku pojawili się w serialach, żeby nie psuć zabawy tym, którzy dopiero zamierzają owe seriale oglądać.

 

Clay Morrow: opanowany lider

clayClay prowadzi swój gang twardą ręką, tocząc przy tym nieustanną walkę z wrogimi grupami. Przemoc przychodzi mu z łatwością, nie ma żadnych wątpliwości, że w razie potrzeby jest gotów sięgnąć po dowolnie ekstremalne środki. Jednocześnie jednak, nie jest to wybuchowy facet, z którego aż tryska agresja. Przez większość czasu jest opanowany, mówi cicho, nie podejmuje pochopnych decyzji. Nie musi udowadniać swojej siły poprzez ciągłe utarczki z innymi.

W naszej serii udowadnialiśmy już ze Raguelici mogą być sympatyczni, nie muszą walczyć wręcz, że nie wszyscy muszą być silni. Postać oparta na archetypie Claya zilustruje kolejną ważną prawdę – przedstawiciel tego zakonu może być spokojny. Bardzo łatwo portretować Anioły Siły jako narwane i ciągle szukające zaczepki. Tymczasem, wielu z nich wcale nie musi się tak zachowywać. Do gardeł skaczą sobie i innym przede wszystkim ci młodsi i słabsi – próbują w ten sposób pokazać swoją siłę i polepszyć pozycję w zakonnej hierarchii. Jednak Ci nieco bardziej doświadczeni, którzy coś już osiągnęli wcale nie muszą się tak zachowywać. Ich siła nie jest w kółko kwestionowana. Jasne, raz na jakiś czas pewnie potrzebują pokazu swoich możliwości, żeby trzymać podwładnych w szeregu, jednak przez większość czasu mogą działać spokojnie, a dzięki temu bardziej rozważnie.

Pamiętajcie tylko, że ich spokój absolutnie nie oznacza wyrozumiałości czy miękkości. Są tak samo twardzi i bezlitośni jak reszta Zakonu, a pod pewnymi względami są nawet jeszcze gorsi. Bo przemoc stosowana na zimno sprawia chyba jeszcze bardziej piorunujące wrażenie niż tak serwowana pod wpływem gorących emocji.

Siedmioro wspaniałych: Raguelici cz. II

gru
18

Bez zbędnych wstępów, prezentujemy kolejną postać z Zakonu Raguela. :-)

 

Uwaga: w naszej serii piszemy o bohaterach w takiej wersji, w jakiej na początku pojawili się w serialach, żeby nie psuć zabawy tym, którzy dopiero zamierzają owe seriale oglądać.

 

Louis Litt (Suits): koszmarny przełożony

louis

Louis z pewnością nie jest najsympatyczniejszą osobą na świecie. To dosyć zarozumiały człowiek, który wymusza na innych swoją wolę, uciekając się do gróźb i podstępów. Nawet podczas niezobowiązującej rozmowy z szefem, jego podwładnym serce potrafi podejść do gardła. Nic dziwnego, że to właśnie do jego obowiązków należy trzymanie w ryzach młodszych pracowników w kancelarii.

Nie wszyscy Raguelici muszą być zaraz mięśniakami. Siłę można pojmować inaczej. Spróbujmy stworzyć postać na bazie Louisa. Oczywiście, musi mieć w miarę wysoką pozycję, chociaż nie trzeba przesadzać – Archont o takim usposobieniu byłby już jak najbardziej na miejscu. To będzie anioł, który działa zgodnie ze wszystkimi raguelickimi normami. Szanuje wyłącznie silniejszych od siebie, chociaż i ich pozycje jest gotów podważyć, jeżeli tylko zobaczy jakieś oznaki słabości. Wobec tych, którzy znaczą mniej niż on, nie ma żadnej litości. Oczekuje szacunku i bezwzględnego posłuszeństwa. Chętnie też urządza różnego rodzaju pokazy siły, żeby podkreślić swoją pozycję.

Rzecz w tym, że nasz Raguelita dokonuje tych wyczynów  bez uciekania się do tłuczenia wszystkich wokół siebie. Zamiast tego działa przy użyciu gróźb, podłych, choć w gruncie rzeczy dosyć prostych intryg oraz wykorzystywania praw Świątyni i swojej pozycji, by osiągnąć wszystko to, na czym mu zależy. Raguelickie metody, ale już nie koniecznie typowo raguelickie środki. Ot, anioł siły w garniturze. I tylko naturalna sympatyczność na typowym dla tego Zakonu poziomie. :-)

Siedmioro wspaniałych: Raguelici cz. I

gru
18

Jeżeli wydaje Wam się, że mam w tej chwili nadmiar wolnego czasu i dlatego piszę tyle tekstów, nie moglibyście być bardziej w błędzie. Przed świętami jestem kompletnie zawalony robotą. Może właśnie dlatego chcę to pisać – trudno wydłubać odrobinę czasu na wpisy, ale za to stanowią one miłą odskocznię od „codziennej” pracy. Tak, czy owak – dwa Zakony mamy już za sobą, teraz czas na Raguelitów. Mam nadzieję, że archetypy Wam się przydadzą, że pomagają lepiej zrozumieć, jak widzimy każdą z anielskich frakcji. Oczywiście, nie możecie na te siódemki patrzeć, jak na kompletny przegląd wszystkich możliwych osobowości w obrębie dzieci danego Patrona. To tylko spojrzenie na wąski wyrywek z większej całości.

Dobra, czas wziąć się do roboty. Tekst kursywą już pewnie znacie, ale wkleję go po raz kolejny:

 

Uwaga: w naszej serii piszemy o bohaterach w takiej wersji, w jakiej na początku pojawili się w serialach, żeby nie psuć zabawy tym, którzy dopiero zamierzają owe seriale oglądać.

 

Tamsin (Lost Girl): sympatyczna brutalka

tamsin

W wyniku tymczasowego sojuszu Tamsin dołącza do grupy, której zadaniem jest utrzymywanie porządku w mieście. Natura Walkirii jest w niej silna i przemoc jest dla niej naturalną metodą rozwiązywania wszelkich konfliktów. Trudno o jej szacunek, zaś słabszych od siebie traktuje jako osoby z innej ligi, kogoś, z kim zadawanie się jest często poniżej jej godności. Jednocześnie jednak, mimo całej swojej „twardości”, Tamsin nie jest bezmyślną siłaczką, znęcającą się nad innymi.

Gdybyśmy chcieli tworzyć Bohaterkę Niezależną, opartą na jej postaci, warto by przyjrzeć się jej relacjom z innymi. To dobry przykład tego, że Raguelitka może traktować innych, słabszych od siebie nie tylko jako swoje ofiary. Żeby wszystko było jasne – większość słabych to dla niej żałosne robaki, od tej zasady są jednak wyjątki. Naszej anielicy może zdarzać się czasem zaprzyjaźniać również z osobami poniżej jej możliwości (przynajmniej gdy idzie o fizyczną siłę  i umiejętności). Z pewnością będzie czuła się od nich lepsza i traktowała je w najlepszym wypadku nieco z góry. Nie zmienia to jednak faktu, że wcale nie musi się nad nimi znęcać. Może zamiast tego starać się takie osoby chronić. Podchodzić do nich terytorialnie, jako do części „jej świata”. Nie widząc z nich zagrożenia, może zwyczajnie uznać je za coś, co do niej w pewnym sensie należy i roztoczyć nad nimi opiekę.

Ni próbuję napisać, że taka skrzydlata powinna być czuła i opiekuńcza. Jej przyjaźń może być szorstka i podszyta agresją. Co więcej, może ona co pewien czas „odruchowo” testować siłę swoich przyjaciół, mając nadzieję, że takie lekcje czegoś ich w końcu nauczą. Nie zmienia to faktu, że wiele razy będzie stawać w ich obronie i ratować ich z opresji. Oczywiście, to nie będzie żaden wielki i patetyczny gest, ani chwila pełna emocji. Zrobi to bo Raguelicku, szybko, brutalnie i skutecznie. Nie powie przeciwnikowi jej znajomych, żeby trzymał się od nich z daleka. Po prostu bez słowa go obije i może na koniec rzuci mu jakieś zdanie, dzięki któremu biedak w ogóle będzie wiedział, za co dostał. To w końcu Raguelitka.

 

Siedmioro wspaniałych: Uzjelici cz. VII

gru
17

I tak przychodzi nam powoli żegnać się z Zakonem Uzjela. Tak samo, jak w przypadku Zeruelitów, wieczorem podsumujemy ostatnie siedem części i pojawi się jakiś mały bonus do odgadnięcia. Tymczasem jednak. pozostał nam jeszcze jeden archetyp do omówienia.

 

Uwaga: w naszej serii piszemy o bohaterach w takiej wersji, w jakiej na początku pojawili się w serialach, żeby nie psuć zabawy tym, którzy dopiero zamierzają owe seriale oglądać.

 

Eli Gold (the Good Wife): człowiek do zadań specjalnych

eli

Kiedy jakaś firma albo polityk ma poważny problem, zgłasza się po pomoc do tego człowieka. To ekspert od gaszenia pożarów, przekuwania porażek w sukcesy i ratowania sytuacji, które wydają się beznadzieje. Oczywiście, żeby dokonywać cudów, Eli często musi uciekać się do środków nie do końca etycznych, ale cóż – taka praca.

Gdybyśmy chcieli tworzyć anioła na bazie tej postaci, najciekawsza wydaje się sytuacja, w której się znalazł. To człowiek od czarnej roboty, na usługach szefa, który oczekuje od niego wyłącznie czystych zagrań. Uzjelita służący na przykład prawemu Zeruelicie czy Aratronicie, który nie może być do końca skuteczny, ponieważ odebrano mu znakomitą większość arsenału. Oczywiście, jeżeli tylko jego przełożony pozwoli mu na chwilę zdjąć białe rękawiczki, problem zostanie w sekundę rozwiązany. W kajdanach słusznego postępowania, etyki i honoru, naszemu Bohaterowi Niezależnemu jest jednak niezwykle trudno działać.

Spróbujecie też podejrzeć manierę aktorską u tej postaci. Specyficzny sposób w jaki reaguje na nowe złe wieści. Grymas, drgnięcie powieki, odpowiedni ton głosu. Jest to dosyć przerysowane (Eli jest w gruncie rzeczy postacią komiczną), jednak świetnie nada się an sesje, gdzie bardziej subtelne odgrywanie emocji postaci może zostać przez graczy w ogóle nie zauważone.

I na koniec jeszcze „technika na komiwojażera”, z której Eli często korzysta. Przychodzi z tą samą sprawą w kółko, czasem ubierając ją w jakąś inną formę, mając nadzieję, że w końcu uda mu się przekonać rozmówcę to swoich pomysłów. Możecie go podsyłać graczom jak takiego małego diabełka, który pojawia się zawsze, gdy coś idzie nie tak i przypomina, że „przecież jest takie proste rozwiązanie, o którym już tyle razy wspominał”. Kto wie, może za którymś razem się skuszą. :-)

Siedmioro wspaniałych: Uzjelici cz. VI

gru
16

Zgodnie z zapowiedzią, pozostajemy przy postaciach z La Femme Nikita. Myślę, że każdy fan serialu mógł się domyśleć, kogo uczynię bohaterem tej części cyklu. :-)

 

Uwaga: w naszej serii piszemy o bohaterach w takiej wersji, w jakiej na początku pojawili się w serialach, żeby nie psuć zabawy tym, którzy dopiero zamierzają owe seriale oglądać.

 

Madeline (La Femme Nikita): wymagająca opiekunka

madeline

Niby dla wszystkich jest jasne, że Madeline to część systemu, że jest jednym z ciemiężycieli z Sekcji 1, że nie można jej ufać. A jednak to nadal ta osoba, do której bardzo wiele osób zwraca się z problemami, której rady traktuje się trochę jak wskazówki zatroskanej starszej siostry, matki, opiekunki. Madeline jest przede wszystkim ekspertem w czytaniu innych – ich charakterów, obaw, potrzeb. Gdy rozpracowuje wroga, wyszukuje jego słabych punktów, by inni wiedzieli, gdzie uderzyć. Gdy „wspiera” sprzymierzeńca, wykorzystuje swoje umiejętności, żeby zdobyć jego zaufanie i zmienić go w bezawaryjnie działającą maszynę, która osiągnie wybrane przez szefostwo cele. To ciekawe połączenie empatii i całkowitej bezduszności.

Bazując Bohaterkę Niezależną na tej postaci, możemy stworzyć dosyć ciekawy Archetyp. Osoby, o której teoretycznie wszyscy wiedzą, że nie można jej ufać, że to przecież podła Uzjelitka. Ona sama nie próbuje zresztą temu zaprzeczać, nie pozuje na wielkoduszną samarytankę. Po prostu przekonuje innych, że w danej sytuacji współpraca zwyczajnie im się opłaca i z czasem zyskuje ich zaufanie. Cały czas podkreśla swoją uzjelickość, jednocześnie powoli przestaje być traktowana jago zagrożenie. I być może słusznie – tak długo, jak interesy obu stron są faktycznie zbieżne, jest doskonałym sprzymierzeńcem. W chwili, kiedy jednak sytuacja się zmieni, albo drużna zacznie mieć na przykład wątpliwości, co do słuszności swoich działań, ta anielica pokaże, na co naprawdę ją stać. Wykorzysta całą swoją wiedzę o postaciach graczy, żeby szantażem i intrygami zmusić ich do dalszej współpracy lub zejścia jej z drogi (w zależności od sytuacji). Po prostu przez cały czasy ich „przymierza”, nieświadomie stawali się oni po drodze jej „zasobami operacyjnymi”. Dopóki nie muszą o tym wiedzieć, to dobrze – kiedy jednak nie ma innej opcji, nasza Bohaterka Niezależna pokaże im to w bardzo dosadny sposób.

Ciekawym motywem do wykorzystania na sesji jest również relacja między Madeline a Operations. Dwoje Uzjelitów, o których nie sposób powiedzieć, czy są swoimi sprzymierzeńcami, czy najbardziej zażartymi wrogami. Ich intrygi cały czas uderzają w to drugie, wydaje się, że są w stanie wiecznej wojny. Jednocześnie jednak, gdy przychodzi co do czego, ich wzajemna lojalność okazuje się silniejsza niż wszystkie inne uwarunkowania.

Siedmioro wspaniałych: Uzjelici cz. V

gru
16

Dwa najbliższe wpisy będą szczególne. Pozwolę sobie na chwilę porzucić popularne aktualnie seriale i przenieść się w czasy zamierzchłe, gdzieś tak w okolice przełomu wieków. Wszyscy byliśmy wtedy młodsi, piękniejsi i w ogóle, a do tego telewizja serwowała nam… ech, co tu dużo mówić, to były inne czasy. Bardzo chciałem, żeby pojawiły się tu jakieś postacie z lat dziewięćdziesiątych, ale było ciężko. Agent Cooper był jakimś takim dziwnym Mechakielitą, bardzo naciągając można by znaleźć w Twin Peaks trochę Ofielitów i Harielitów, ale to nie to. Archiwum X też jakoś mi pod nasz cykl nie podpasowało. I wtedy przypominało mi się, że był jeszcze jeden serial, w którym 50 procent postaci pasowało do Zakonu Uzjela.

Szanowni Państwo, poznajcie pierwszego z naszych poniedziałkowych gości:

 

Uwaga: w naszej serii piszemy o bohaterach w takiej wersji, w jakiej na początku pojawili się w serialach, żeby nie psuć zabawy tym, którzy dopiero zamierzają owe seriale oglądać.

 

Operations (La Femme Nikita): wszechwiedzący szef

operations

Pamiętacie uśmiech tego gościa? Nigdy nie dało się powiedzieć, czy to sposób na maskowania gniewu lub niezadowolenia, czy też raczej jego robota go po prostu niesamowicie bawi. Operations nie był szefem Sekcji Pierwszej. On był Sekcją Pierwszą. Nic nie działo się bez jego wiedzy, wszystko było częścią jakiegoś zagmatwanego planu. Jeżeli coś wydawało się dziać wbrew niemu, można było bezpiecznie zakładać, że za chwilę dowiemy się, w jaki sposób tak naprawdę było mu na rękę. Jego podwładni dzielili się na takich, którzy wiedzieli, że są tylko jego marionetkami oraz resztę, która łudziła się, że jest inaczej.

Tu mała uwaga na marginesie. Jeżeli ktoś z Was jakimś cudem właśnie pomylił ten serial i postacie z innym, wyprodukowanym później, o wdzięcznym tytule „Nikita”, w którym wszystkie postacie nazywają się tak samo – mówimy o starszym, oryginalnym serialu (przynajmniej na tyle oryginalnym, na ile serial oparty na kanwie filmu może być oryginalny). Te dwie produkcje różnią się przede wszystkim tym, że niżej podpisany w przypadku starszej wersji tylko czasami musiał zacisnąć zęby, żeby móc przez resztę czasu rozkoszować się odcinkiem. W przypadku wersji nowej, nawet ciągły szczękościsk nie pomógł niżej podpisanemu przebrnąć przez pierwszą serię.

Dobra, wracamy do meritum. Operations nadaje się właściwie na tylko jednego anioła w Świątyni. Rola inna niż Egzarchy mogłaby się sprawdzić tylko, gdyby z Ezgarchy zrobić wielkiego nieobecnego, a naszemu aniołowi dać wszelkie pełnomocnictwa i uczynić do de facto władcą społeczności. Taki Bohater Niezależny to nie tylko pomysł na jedną postać. W pakiecie z nim dostajecie cały koncept Świątyni, z wszechwładną Kapitułą i rozliczanymi z każdej misji skrzydlatymi. To na pewno nie będzie Świątynia marzeń dla żadnej z postaci graczy, ale być może Kronika w takim miejscu okazałaby się dla Waszej drużyny ciekawa. Na pewno nie wpychajcie w takie klimaty graczy siłą – jeżeli właśnie stworzyli sobie wielbiących wolność i imprezy Harielitów albo zainteresowanych wyłącznie pomaganiem innym Aratronitów, cały eksperyment prawdopodobnie skończy się katastrofą. Jeżeli jednak będą mniej więcej świadomi, co dla nich planujesz i przygotują sobie odpowiednie postacie (albo w każdym razie, będą świadomi, jaki los najprawdopodobniej czeka niepokornych), możecie mieć przed sobą wiele fascynujących sesji.

I tym kończy pierwszy występ La Femme Nikita w naszym cyklu. Ktoś się domyśla, jaką postać z tego serialu zamierzam zaprezentować o osiemnastej? Podpowiadam: nadal piszemy o Zakonie Uzjela, a zgodnie z moim prywatnym parytetem, teraz czas na anielicę. :-)

Siedmioro wspaniałych: Uzjelici cz. IV

gru
15

Dzisiaj dzień seriali bardziej „na poważnie”, wracamy więc do tytułu, który będzie się jeszcze przewijał w naszym cyklu. Poniedziałek i wtorek należą jeszcze do Zakonu Uzjela, a od środy skupimy się na Raguelitach.

PS: Jeżeli ten wpis wyjdzie trochę krótszy niż pozostałe, to najmocniej przepraszam. Wróciłem właśnie z dwugodzinnego marszu w błocie po okolicach Warszawy. Nazwałbym to „spacerem warhammerowym”, czy coś w tym stylu – tylko ty, błoto, szarość i deszcz. Było bosko, ale jestem kompletnie padnięty…

 

Uwaga: w naszej serii piszemy o bohaterach w takiej wersji, w jakiej na początku pojawili się w serialach, żeby nie psuć zabawy tym, którzy dopiero zamierzają owe seriale oglądać.

 

Gemma Teller (Sons of Anarchy): wielka matka

gemma

Jeżeli chociaż przez chwilę wydawało się Wam, że Synami Anarchii rządzi Clay albo Jax, nie dajcie się zmylić – ten gang ma tylko jedną prawdziwą władczynię. Kobietę, która stała przy poprzednim przywódcy, stoi u boku aktualnego i jeśli tylko jej syn sięgnie po władzę, zapewne również będzie rządzić razem z nimi. Gemma to twarda kobieta, która jednak przede wszystkim doskonale rozgrywa słabości i emocje wszystkich wokół siebie. Dla gangu jest właściwie matką niczym Wendy dla zaginionych chłopców w Piotrusiu Panie (tak, nie wydaje mi się, żeby Ćwiek był stuprocentowo oryginalny ze swoim pomysłem :-P). 

Tym razem, nie będziemy skupiać się na słabościach takiej potencjalnej Uzjelitki, ale przyjrzymy się ciekawemu klimatowi, który taka postać wnosi. Banda napakowanych skrzydlatych, którym przemoc przychodzi tak naturalnie, jak oddychanie, która w gruncie rzeczy znajduje się na wyłącznych usługach pojedynczej anielicy. Żeby było ciekawiej, nie jest ona formalną przywódczynią grupy. Może być kobietą szefa albo tylko się z nimi przyjaźnić. Ważne jest to, że kieruje nimi zza kurtyny, na co dzień godząc się z rolą nieco wycofaną i znosząc co pewien czas pewne upokorzenia z ich strony. To nie są jej chłopcy na posyłki, ale trudny do kontrolowania żywioł, któremu ona nadaje dyskretnie kurs. Każdy błąd może ją bardzo wiele kosztować. Jeżeli niechcący skieruje gniew gangu na siebie, skutki będą opłakane.

Taki koncept nie musi być przeznaczony wyłącznie dla Bohaterki Niezależnej, ale może również stanowi podstawię dla postaci graczy. Zresztą, istnieje jeszcze inna, równie ciekawa, opcja. Ktoś może zawsze zagrać inną kobietą, która stara się przejąć kontrolę nad grupą agresywnych skrzydlatych. Może to być chociażby nowa Wychowanka młodego Zeruelity w grupie (opisywaliśmy koncept oparty na postaci Jaxa na początku cyklu), albo kochanka przywódcy gangu. Taka rozgrywka między anielicami, której stawką jest przejęcie zakulisowych sterów nad grupą może być fascynującym wątkiem na wiele sesji.