BN na czwartek: Verahiel

lip
31

Verahiel, Erel z Zakonu Uzjela,

Czwarta Pieczęć, Pretorianin

he_who_fights_with_monsters_by_alicexz-d5hrrmi

obrazek: alicexz (DeviantArt)

Verahiela znają wszyscy skrzydlaci w mieście. Nie dlatego, że zasłużył się w jakiś szczególny sposób dla anielskiej społeczności lub dokonał bohaterskiego czynu. Verahiel jest jedynym aniołem w Świątyni, któremu udało się przetrwać pokutę i po kilku latach zostać zwolnionym z losu Grzesznika. Nie jest do końca jasne, dlaczego to akurat jemu się powiodło. Być może to kwestia silnej psychiki i szczerego żalu za grzechy. Może nie był tak zepsuty i zatwardziały, jak wielu innych Grzeszników. A może pomógł fakt, że Hierofantka naprawdę przykładała się do zadawania mu wszelkiego rodzaju cierpień. W końcu to jej ukochanego zabił z zazdrości.

Hierofantka, Savitea z Zakonu Aratrona, podobała mu się odkąd pamiętał. Ze względu na nią został Pretorianinem, chciał być jak najbliżej niej. Dużo czasu zajęło mu zwrócenie jej uwagi, ale w końcu zostali kochankami. Okazało się jednak, że dla niego znaczyło to znacznie więcej niż dla niej. Ich romans nie trwał zbyt długo i Savitea znalazła sobie nowego mężczyznę. Był to silny cios dla Verahiela – jego uczuć, a także dumy. Postanowił zdobyć jak najwięcej informacji o słabościach rywala, aby zmusić go do usunięcia się z życia Hierofantki. Dla Uzjelitów takie działania to przecież chleb powszedni. Jednak podczas tych obserwacji zrozumiał, że Savitea naprawdę pokochała tego anioła. Wtedy wpadł w niepohamowany gniew. Postanowił skonfrontować się z rywalem. Nie myślał, nie planował, po prostu zionął nienawiścią. Gdyby zastanowił się choć przez chwilę, nie doszłoby do tego. Ale emocje wzięły górę nad rozsądkiem. I tak został Grzesznikiem za zabicie anioła.

Złamana Pieczęć i złamane serce nie oznaczały jednak złamanego ducha. Przez kilka lat znosił upokorzenia i tortury z ręki kobiety, którą niegdyś kochał. Nauczył się kontrolować emocje do takiego stopnia, że praktycznie przestał je czuć. Ból stał się dla niego tak oczywistym elementem życia, jak oddychanie. Ale przede wszystkim słuchał. Patrzył. Obserwował. Analizował. Przecież nikt nie zwraca uwagi na Grzesznika, który stoi w kącie, trzymając tacę w kieliszkami, klęczy u stóp aktualnej pani, myje podłogę czy stanowi żywą dekorację sali. Kogo obchodzi, co zobaczy i usłyszy – te informacje do niczego mu się przecież nie przydadzą. Nikt nie wziął pod uwagę, że ten konkretny Grzesznik zakończy swoją pokutę i powróci do anielskiej społeczności. Wiedząc wszystko o wszystkich. Znając ich plany, marzenia, obawy, mniejsze i większe grzeszki, zależności. Verahiel jest Uzjelitą z najpotężniejszym arsenałem, jaki można sobie wyobrazić.

Hierofantka przebaczyła mu dawne grzechy, tak, jak tylko Aratronici potrafią przebaczać. Kiedy mu o tym powiedziała, miał łzy w oczach. Wiedział też, że nigdy więcej nie pozwoli sobie na łzy. Savitea przyjęła go na powrót w poczet Pretorian – w końcu kto lepiej niż były Grzesznik będzie potrafił zajmować się pokutującymi aniołami? Verahiel wykonuje sumiennie swoje obowiązki, jednak większość jego czasu i energii pochłania gra. Gra o władzę. Uzjelita nie spocznie, dopóki nie zostanie Egzarchą Świątyni. Albo przynajmniej szarą eminencją, która z cienia decyduje o każdym ruchu Egzarchy. Zadanie nie jest łatwe. Mimo, że zna sekrety większości ważnych aniołów, a wielu skrzydlatych ma poważne powody, żeby się go bać, to w oczach każdej osoby w Świątyni widzi cień pogardy lub współczucia. W końcu przez lata widzieli go w najbardziej upokarzających sytuacjach, zadawali mu ból lub patrzyli, jak robi to Hierofantka, pomiatali nim i uważali na śmiecia. Nawet, jeśli teraz jest pełnoprawnym aniołem, to przeszłość ciągnie się za nim jak paskudny odór, który nie chce zniknąć niezależnie od tego, jak bardzo nie próbowałby go zmyć. Każde takie spojrzenie przypomina mu przeszłość, ale to tylko wzmaga jego determinację. Im bardziej nim gardzą, tym bardziej chce móc spojrzeć na nich z góry i zobaczyć, jak kłaniają się przed nim i wykonują każde jego polecenie. Jest pewien, że gdzieś z zaświatów przygląda mu się Uzjel. W jego oczach nie ma współczucia ani odrazy, jest tylko chłodna kalkulacja. Verahiel wie, że nigdy więcej nie zawiedzie swojego Patrona.

 

Odpowiedzi: 7 do wpisu “BN na czwartek: Verahiel”

  1. Katarzyna pisze:

    Artykuł ciekawy, mogłabym tylko prosić o zajrzenie na e-maila? Wysłałam wam ostatnio wiadomość i przydałaby mi się pomoc w kilku pytaniach. Z góry dziękuję. I z niecierpliwością czekamy na kolejne dodatki ^^

  2. ellentir pisze:

    Maila sprawdzamy ostatnio mocno nieregularnie, bo jesteśmy na urlopie (wpisy napisaliśmy wcześniej i tylko teraz się publikują). Ale obiecuję zerknąć w najbliższym czasie. :-)

  3. Katarzyna pisze:

    Spokojnie, jakoś dam radę :) Miłego urlopu a ja grzecznie czekam na odpowiedź :)

  4. Anael pisze:

    Mam pytanie, planujecie kontynuować cykl Siedmiu wspaniałych? bo widziałem że ostatni wpis z tego cyklu pochodzi z grudnia 2013. a inne typy? i ogólnie fajnie by było jakby więcej BN pojawiało się na stronie bo to ciekawy pomysł :)

  5. Anael pisze:

    A i przeglądając Raguelitów nasunęło mi się pytanie… Jeśli mielibyście stworzyć BN na podstawie Donny z serialu Suits to jaki zakon najlepiej do niej pasuje? Potrzebuję takiej właśnie osoby… „wiem wszystko co powinnam wiedzieć.”

  6. ellentir pisze:

    Mamy plan kontynuowania serii, w tej chwili piszą się do końca Ofielici i zobaczymy co dalej. Na razie Kaśka prowadzi równolegle „BNa na czwartek”, więc jakieś postacie się pojawiają :-)

  7. ellentir pisze:

    Dla Donny mamy przewidzianą rolę w „Siedmiorgu”, więc wolę nie zdradzać :-)

Zostaw odpowiedź

Anti-Spam Protection by WP-SpamFree